Lafcadio Hearn

Dyplomacja kata

(zbiór: Opowieści niesamowite i upiorne, 1924)

Tłumacz: Wacław Berent

 

 

Wydano rozkaz, aby stracenie skazańca odbyło się w ogrodzie Yashiki. Sprowadzono go tedy i kazano mu uklęknąć na piachu, pośrodku obszernego placu, przedzielonego szeregiem stopni kamiennych, t. zw. tobi-ishi, jakie widzieć można dziś jeszcze w parkach japońskich. Pachołkowie przynieśli kilka kubłów wody, oraz wory po ryżu, wypełnione żwirem. Klęczącego obłożono tymi worami tak, że nie mógł się ruszyć. Przyszedł mistrz i obejrzał te przygotowania. Uznał widocznie, że wszystko jest w porządku, gdyż nie czynił żadnych uwag.

Nagle skazaniec krzyknął doń z za owych worów.

„Czcigodny panie, przestępstwo, za które zostałem skazany, popełniłem bezwiednie, sprawiła je tylko wielka głupota moja. A że, siłą Karmy, urodziłem się głupi, nie zawsze zdołałem uniknąć popełniania rzeczy niewłaściwych. Zabijać człowieka za głupotę jego, jest krzywdą, — a krzywda ta będzie pomszczona. Z równą pewnością, jak ty mnie zabijesz, ja będę pomszczony. Z nienawiści, jaką wywołujesz, zrodzi się zemsta, a zło, złem się odpłaci”.

Duch człowieka zabitego w chwili zaciekłej nienawiści dla zabójcy swego, mocen jest mścić się po śmierci. Wiedział o tym samuraj. Odpowiedział tedy skazańcowi uprzejmie, nieomal łagodnie:

„Wolno ci napędzać nam tyle trwogi, ile zechcesz, — po śmierci, oczywiście. Trudno mi jednak uwierzyć, abyś istotnie zamierzał to czynić, czym grozisz. Może zechcesz nam dać jakikolwiek znak twej nieprzejednanej nienawiści, — gdy głowa twa będzie już ścięta?”

„Gotówem ci dać nawet i znak taki”, — odparł straceniec.

„Doskonale! — rzekł samuraj, wyciągając z pochwy długi miecz. — W tej chwili zetnę ci głowę. Wprost naprzeciw ciebie jest stopień kamienny. Gdy głowa spadnie ci z karku, spróbuj wgryźć się zębami w ten kamień. Jeśli twój gniewny duch udzieli ci sił ku temu, wszyscy drżeć będziemy przed pomstą twoją... Czy spróbujesz ugryźć ten kamień?”

„Będę gryzł, będę gryzł! — krzyczał wściekle skazaniec. — Wgryzę się w kamień!”

Błysk miecza, świst i zgrzyt ciosu: spętane ciało straceńca opadło na wory ryżowe, — dwie strugi krwi chlusnęły z szyi kadłuba, — głowa zwaliła się w piach i potoczyła się powoli pod stopień kamienny. Tu poderwała się nagle z ziemi i wgryzła się rozpaczliwie w górny zrąb kamienia, by po chwili opaść bezwładnie.

Nikt nie rzekł ani słowa. Pachołkowie spoglądali z przerażeniem na mistrza. Lecz jego nie stropiło, zda się, to wszystko. Wyciągnął miecz w stronę najbliżej stojącego pachołka, który strugami wody z kubła zlewał okrwawione sieczysko od głowni aż po koniec ostrza i skrawkami miękkiego papieru wycierał stal z wielką starannością… Tak się zakończyła część oficjalna zajścia całego.

 

W ciągu długich miesięcy pachołkowie i służba żyli w trwodze nieustannej przed zemstą duchów. Żaden z nich nie wątpił bowiem, że ziści się pomsta zapowiedziana; a ten stały lęk sprawiał, że widzieli i słyszeli rzeczy urojone. Przerażał ich szum wiatru w gajach bambusowych, a nawet pomykające cienie pod drzewami ogrodu. Uradzili wreszcie między sobą udać się do pana z prośbą, by za mściwą duszę straceńca kazał odprawić uroczyste nabożeństwo Segaki.

„Jest to zupełnie zbyteczne, — odparł samuraj, gdy najstarszy z pachołków wyłuszczył mu tę prośbę. — Rozumiem dobrze, że lękacie się tej zaciekłej mściwości człeka, w chwili jego stracenia. Ale w danym wypadku nie macie się czego obawiać”.

Pachołek spojrzał nań ze zdumieniem nie śmiejąc zapytać o przyczynę tego niepokojącego, bądź co bądź, wyznania.

„O, przyczyna jest bardzo prosta! — rzekł samuraj, odgadując jego wątpliwości. — Tylko ostateczne zamierzenia tego mściwca, prawdziwie ostatnia jego myśl, mogłyby stać się dla nas niebezpieczne. Dlatego zażądałem, aby dał nam znak po śmierci, odwróciło to bowiem jego ducha od bezpośrednich myśli o zemście. Umarł z tą jedynie myślą zaciętą, aby wgryźć się w kamień; i to zdołał też osiągnąć, — o wszystkim innym musiał zapomnieć w zawziętości ostatniego pragnienia. Możecie zatem pozbyć się wszelkiej trwogi z jego powodu”.

Istotnie, zmarły nie niepokoił ludzi bynajmniej. Nie przytrafiło się nic z tego wszystkiego, czego się obawiano.

***

KONIEC